Rankingi Atalanta: Prawda o sezonie 2025/2026
Rankingi Atalanta w sezonie 2025/2026 — brutalna prawda o formie La Dei
Patrząc na rankingi Atalanta z ostatnich paru lat, wszyscy trochę przyzwyczailiśmy się do walki o ścisły top. O wielką czwórkę. O bilety do Ligi Mistrzów. Szczerze? Obecne siódme miejsce w tabeli ligowej mocno piecze. Inter Mediolan zdominował całe rozgrywki w Italii, odjechali całej reszcie na lata świetlne, a ekipa z urokliwej Lombardii boleśnie utknęła w peletonie pościgowym. 58 punktów po trzydziestu siedmiu meczach po prostu szału nie robi.
Pozwól, że wyjaśnię, jak w ogóle wyglądał ten rok. Antonio Percassi, prezydent klubu z Bergamo, musiał ostro interweniować dość wcześnie. Ivan Jurić, który miał kontynuować wielkie dzieło Gasperiniego i trzymać dyscyplinę taktyczną w ryzach, niestety nie dotrwał nawet do zimy. Został zwolniony już w listopadzie. Brakowało w tym wszystkim ognia. Brakowało tej słynnej dynamiki. Pałeczkę przejął Raffaele Palladino. Chociaż gra wygląda teraz na murawie nieco lepiej, to strata do ścisłej czołówki jest po prostu zbyt duża. Zespół traci gola za golem. Ich defensywa czasami wygląda jak dziurawy ser szwajcarski.
Jak rankingi Atalanta oddają sytuację w Serie A?
Oto jak to działa: we włoskiej piłce nie ma ani milimetra miejsca na błędy. Gubisz punkty ze średniakami? Żegnasz się z czołówką. Atalanta robiła to w tym sezonie nagminnie. Weźmy na tapet chociażby ostatni mecz z Bologną na własnym podwórku. Porażka 0:1 na Gewiss Stadium, który teraz nosi dumną nazwę New Balance Arena. Bolek to solidna paczka, nie da się ukryć. Ale takie mecze po prostu trzeba przepychać kolanem, jeśli chociaż trochę marzysz o pucharach.
Oto co znalazłem analizując ich poczynania. Z przodu mają Gianlucę Scamaccę. Chłopak potrafi huknąć z woleja tak mocno, że bramkarz nie zdąży nawet mrugnąć okiem. Uzbierał czternaście trafień we wszystkich rozgrywkach. Z tego aż dziesięć goli wrzucił rywalom w Serie A. Robi swoją robotę. Ale z drugiej strony boiska widać spore kłopoty z organizacją szyków. Odilon Kossounou czy rosły Isak Hien to fajni goście z wielkim potencjałem. Często brakuje im jednak chemii i zrozumienia. Komunikacja kuleje na całej linii. I stąd biorą się głupie babole.
Zaraz podrzucę coś fajnego. Spójrz na interaktywną tabelę Serie A. Zobaczysz tam, jak dokładnie wygląda sytuacja ekipy z Bergamo na tle innych.
Rankingi Atalanta pokazują, że stracenie 35 goli w lidze to wynik niby przyzwoity. Ale problem leży gdzie indziej. Atak nie dojeżdża z odpowiednią mocą. Zdobyli ledwie 50 bramek. Jak na te wygórowane standardy z Bergamo, gdzie przecież niedawno potrafili ładować rywalom blisko sto goli w sezonie, to trochę bieda z nędzą.
| Zawodnik | Gole w lidze | Największy atut na boisku |
| Gianluca Scamacca | 10 | Gra tyłem do bramki i potężny strzał |
| Nikola Krstović | 10 | Lis pola karnego, świetny instynkt |
| Charles De Ketelaere | 5 | Wizja gry i prostopadłe piłki |
| Éderson | 4 | Podłączanie się z drugiej linii |
| Marten de Roon | 1 | Liderowanie i asekuracja |
Widzisz to? Cały ciężar strzelania goli zrzucono na barki Scamacci i Krstovicia. Strasznie brakuje wsparcia ze strony bocznych sektorów boiska. Kiedyś wahadłowi latali w Bergamo jak myśliwce wojskowe. Teraz wygląda to w kratkę. Matteo Ruggeri ewakuował się do Atletico Madryt za grube miliony. Ci, którzy zostali na placu boju, mają wahania formy.
Z drugiej strony są też wyraźne plusy. Nie malujmy wszystkiego na czarno. W europejskich pucharach zaliczyli takie momenty, o których miejscowi tifosi będą śpiewać ballady przez lata. Aż do jednego bardzo feralnego dwumeczu.
Rankingi Atalanta w Europie — od wielkiej euforii po bolesne lanie
Prześledźmy ich szaloną drogę w Champions League. Faza grupowa, czyli osiem kolejek, to były niezłe szachy. Pamiętasz wyjazd do Paryża we wrześniu? PSG przejechało się po nich aż 4:0. Każdy znawca wrzucał ich już do śmietnika. A oni co? Odbili się od dna. Pokonali u siebie Club Brugge 2:1 po ciężkich bojach. Potem bezbramkowy remis ze Slavią Praga. Nudy na pudy, ale punkcik wpadł. Następnie pojechali na gorący teren do Marsylii i pyknęli ich 1:0. To był pokaz świetnej taktyki. A potem zafundowali pokaz siły we Frankfurcie, ogrywając miejscowy Eintracht aż 3:0 na wyjeździe.
To mogłoby dla ciebie zadziałać, jeśli szukasz emocji. Grudzień przyniósł kapitalne zwycięstwo u siebie z Chelsea Londyn 2:1. Pokonali wielkich Anglików i stadion pękał w szwach ze szczęścia. W styczniu dostali zadyszki. Porażka 2:3 z Baskami z Athleticu u siebie i wpadka 0:1 z Unionem SG na obcym terenie w Belgii. Mimo wszystko zameldowali się w fazie play-off.
Tam los rzucił im pod nogi Borussię Dortmund. W Niemczech dostali po uszach 2:0. Wyglądali słabiutko, kompletnie bez pomysłu i pary w płucach. I co się wydarzyło w rewanżu pod koniec lutego? Absolutne piekło w najlepszym tego słowa znaczeniu. Atalanta wychodzi na własną murawę i miażdży zespół z Dortmundu aż 4:1. Stary, dobry, rockandrollowy zespół powrócił z zaświatów. Niemcy nie mieli bladego pojęcia, co się dzieje. Kibice zdzierali sobie gardła do utraty głosu. Miasto chyba nie spało przez trzy pełne doby. Wynik w dwumeczu to 4:3.

Więc tak się stało, że rzutem na taśmę wpadli do wymarzonej 1/8 finału. I tu zaczęły się wielkie schody. Trafili na walec z napisem Bayern Monachium. Bawarczycy przyjechali do Włoch w marcu i zrobili z obrony gospodarzy zwykłą miazgę. Porażka 1:6 na domowym obiekcie to potężny plaskacz w twarz. Dawno nikt ich tak nie upokorzył przed własną publicznością. Rewanż to tylko smutna formalność i kolejne bęcki — porażka 1:4. W dwumeczu aż 2:10 dla Bayernu. Koszmar. Te hokejowe wyniki mocno wpłynęły na rankingi Atalanta w klasyfikacji UEFA, chociaż finansowo wyszli na swoje. Zarobili sporo kasy za awans i bilety.
Zastanówmy się na spokojnie, co tak naprawdę nie trybiło w tym trudnym sezonie. Oto dlaczego to ważne: bez trafnej diagnozy nie ma szans na skuteczne leczenie.
Pozwólcie, że wymienię trzy absolutnie największe problemy tego sezonu:
- Zbyt dużo głupich wpadek przed własną publicznością. Zremisowanie z Genuą 0:0, wspomniana wtopa z Belgią czy 0:1 z Bologną to straty punktów, które potężnie ważą.
- Totalny brak stabilności w środku pola. Pomocnicy nie trzymali rytmu, a gdy liderzy mieli zjazd formy, cierpiała na tym cała defensywa zespołu.
- Katastrofalna gra przy stałych fragmentach. Rzuty rożne dla rywali oznaczały u nich alarm najwyższego stopnia. Obrona strefowa zawodziła na całej linii.
Kogo chwalić, a kogo skarcić? Indywidualne rankingi Atalanta
Okej, przejdźmy do konkretnych nazwisk. Kto ciągnął ten wózek, a kto jechał na gapę przez ostatnie miesiące?
Olbrzymim plusem jest bez wątpienia Brazylijczyk Éderson. Ten chłopak gania po boisku za dwóch. Działa jak wielki odkurzacz, zbiera w środku pola wszystkie wyplute i bezpańskie piłki. Jeśli ma słabszy dzień, linia pomocy nagle przestaje istnieć. Belg Charles De Ketelaere to natomiast przypadek mocno specyficzny. Miewa fantastyczne przebłyski geniuszu. Potrafi dorzucić piłkę z milimetrową dokładnością i oszukać obrońcę samym balansem ciała. Niestety, wciąż drastycznie brakuje mu regularności. W jednym meczu robi różnicę, a potem w dwóch kolejnych snuje się po murawie jak duch.
Z kolei Lazar Samardžić miał być nowym magikiem środka pola. Kupiony po udanym wypożyczeniu z Udinese za gruby hajs. Fani liczyli na masę asyst i ładne bramki z dystansu. Szczerze? Bywało bardzo średnio. Fizyczność w Serie A daje się mu mocno we znaki. Gdy robi się gorąco na styku i błoto sypie się spod korków, Serb często po prostu znika z radarów.
Tu przygotowałem dla was trzy solidne wtopy tego sezonu:
- Szwed Isak Hien to wielki gość, potężny dąb. Siły mu nie brakuje, ale zwrotność przypomina momentami manewry tirem na wąskiej uliczce. Szybcy atakujący kręcili nim okrutne wiatraki.
- Marco Brescianini dostał wielką szansę po wykupie z Frosinone, ale zderzenie z oczekiwaniami w Lidze Mistrzów mocno go przygniotło. Ewidentnie widać braki.
- Amerykanin Yunus Musah, wypożyczony na chwilę z Milanu, miał dać trochę jakości i płuc w drugiej linii. Wyglądał jednak tak, jakby grał w innej bajce taktycznej.
I to płynnie rodzi poważne pytanie. Kto poprowadzi tę ekipę po wakacjach? Właściciele klubu mają teraz twardy orzech do zgryzienia w gabinetach. Raffaele Palladino to niezły fachowiec, ale krążą bardzo głośne plotki o przyjściu wielkiego nazwiska. Tak, dobrze zgadujecie. Włoskie media huczą, że Maurizio Sarri ma wrócić do łask. Trwa obecnie potężne przeciąganie liny pomiędzy Napoli a Atalantą. Z Neapolu zrywa się przecież Antonio Conte. Napoli podobno rzuciło Sarriemu na stół około 2.7 miliona euro rocznie.
Ale z Bergamo popłynęła oferta lepsza i na dłuższy czas. Sarrismo w Bergamo? Serio, wyobrażasz sobie tego nałogowego palacza uczącego gry z klepki na New Balance Arena? To mogłoby być genialne albo zakończyć się jednym wielkim fajerwerkiem po raptem trzech miesiącach.
| Zespół | Mecze | Punkty | Gole strzelone | Gole stracone |
| Inter Mediolan | 37 | 86 | 86 | 32 |
| SSC Napoli | 37 | 73 | 57 | 36 |
| AC Milan | 37 | 70 | 52 | 33 |
| AS Roma | 37 | 70 | 57 | 31 |
| Atalanta BC | 37 | 58 | 50 | 35 |
Widzisz tę przepaść gołym okiem. Inter gra totalnie we własnej, wyizolowanej lidze. Nawet wielki Milan czy rzymska Roma, pomimo lepszego ataku, stracili do nich bardzo dużo punktów. Ekipa Palladino ewidentnie ma z tym strzelaniem duży zgryz. Pięćdziesiąt goli z przodu w blisko czterdziestu meczach to wynik zaledwie poprawny, a nie wybitny. Mają straszny problem ze znalezieniem stabilności formy.
Potrafią na przykład pojechać w delegację na San Siro i klepnąć faworyzowany Milan aż 3:2, jak to miało miejsce ledwo 10 maja. Scamacca grał wtedy niesamowite zawody. Ale dwa tygodnie wcześniej zremisowali na wyjeździe z Cagliari 2:3. Takie szarpanie wyników do niczego fajnego nie prowadzi.
Oto najlepsze występy ligowe tej ekipy w omawianym okresie:
- Zdemolowanie beniaminka z Parmy aż 4:0 na własnym stadionie w chłodny styczniowy wieczór.
- Wymienione wcześniej majowe zwycięstwo z wiceliderami z AC Milan na ich terenie.
- Zimny prysznic zafundowany rywalom po kilku udanych kontrach wiosną.
W pucharach krajowych też nie było kolorowo. W Coppa Italia chłopaki zagrali parę super spotkań. Rozbili pucharową Genuę w pył, wbijając im cztery sztuki. Rozbudzili potężne apetyty na wstawienie czegokolwiek do zakurzonej klubowej gabloty z pucharami. Zaszli aż do etapu półfinałów. Tam niestety czekało stołeczne Lazio. Zaczęło się nieźle, bo wyrwali u siebie tylko skromny remis 1:1, ale do przejścia do ścisłego finału to za mało.
Co musi się zmienić, by poprawić rankingi w przyszłym roku?
Słuchaj uważnie, bo sprawa jest dość oczywista. Analizuję sobie te ich wszystkie mecze na chłodno. Przeglądam statystyki i cyferki. Nie potrzebujesz doktoratu z piłki kopanej, żeby jasno wskazać palcem te najsłabsze ogniwa, które pękają pod pressingiem rywali.
Trzeba to zmienić od razu w letnim oknie transferowym:
- Zdobyć wreszcie prawdziwego bramkarza z refleksem. Marco Sportiello jest okej, ale czy jest w stanie uratować kilkanaście punktów wybitnymi interwencjami? Czas się rozejrzeć na rynku za solidnym numerem jeden.
- Znaleźć godnego następcę dla generała Martena de Roona. Holender to potężne serce drużyny, ale metryki nie da się spowolnić. Zespół pilnie potrzebuje młodych, gniewnych płuc na pozycji numer sześć, kogoś, kto ogarnie ten bałagan w fazie obrony.
- Podkręcić siłę rażenia bocznych defensorów. Piłka w dzisiejszych czasach na tym poziomie opiera się na ciągłym zapieprzaniu na skrzydłach i robieniu przewagi wrzutkami. Tego im brakuje na obu flankach.
Bądźmy też szczerzy. Samo miasto też swoje wycierpiało. W Bergamo ludzie naprawdę żyją swoim ukochanym klubem od rana do nocy. Rytm życia dyktuje kalendarz gier. Kiedy drużyna dostaje gonga na 1:6 w Lidze Mistrzów, nastroje nazajutrz w kawiarniach są żałobne. Wszyscy są tam taktykami, od mechanika samochodowego po starszego pana pijącego na ławce espresso. Percassi wyrzucił w błoto sporo siana na nowe transfery, sprowadzając latem chociażby Odilona Kossounou za dwadzieścia baniek czy wykładając kasę na Nicola Zalewskiego. Wynik? Środek tabeli. To się nie spina w excelu. A ciśnienie powoli rośnie.
Obecne rankingi Atalanta to po prostu solidny budzik z drzemki. Ostatnie lata to był bajeczny sen. Fani przywykli do lania największych tuzów piłkarskich z całej Europy. Aktualny ligowy marazm i bolesne kompromitacje w kluczowych fazach pucharowych zmuszają szefostwo do gruntownego czyszczenia kadry. Szatnię pożegnają pewnie ciut wolniejsi gracze. Potrzebna jest nowa, mocna krew. Taki rześki podmuch, który ożywi trybuny na tej pięknej, przebudowanej całkowicie arenie.

FAQ
Co to w ogóle za klub z Bergamo?
To znany włoski klub piłkarski, w którym od lat kładzie się nacisk na młodzież i bardzo ofensywny, przyjemny dla oka futbol w rozgrywkach Serie A.
Które miejsce zajęli w lidze?
Pod koniec maja, po trzydziestu siedmiu kolejkach w sezonie 2025/2026, ekipa ta zajmuje siódmą lokatę, mając na koncie pięćdziesiąt osiem punktów.
Kto ma na koncie najwięcej bramek?
Na czele peletonu strzelców zespołu znajduje się świetnie zbudowany Włoch, Gianluca Scamacca. Uzbierał czternaście trafień w różnych rozgrywkach.
Dlaczego zwolniono dotychczasowego szkoleniowca?
Ivan Jurić został dość wcześnie pożegnany, bo jego podopieczni notowali słabiutkie wyniki, a z szatni na dodatek uleciała chemia i zapał do walki o wyższe cele.
Kto odesłał ich do domu w Champions League?
Ich przygoda skończyła się niezwykle boleśnie w 1/8 finału. Trafili na mocarną maszynę z Monachium. Bayern wygrał w dwumeczu miażdżąco 10:2.
Kto może zostać nowym trenerem zespołu?
Włoska prasa od dłuższego czasu mocno huczy, że głównym celem numer jeden na kolejną kampanię jest sprowadzenie na ławkę wybitnego stratega, Maurizio Sarriego.
Jak wypadli w krajowym pucharze?
W Pucharze Włoch zaszli całkiem wysoko, w niezłym stylu dotarli aż do półfinałów. Tam ostatecznie odprawiło ich z kwitkiem rzymskie Lazio po dość wyrównanej rywalizacji w dwumeczu.