Rankingi Piast Gliwice: Gdzie jest sufit, a gdzie podłoga w 2026?
Rankingi Piast Gliwice w PKO BP Ekstraklasie — Analiza Lotu (Niekoniecznie) Wznoszącego
Powiedzmy sobie szczerze: ten sezon to dla kibiców przy Okrzei emocjonalny rollercoaster, który — póki co — zatrzymał się w dość niefortunnym punkcie. Styczeń 2026 roku wita nas chłodem, a patrząc w tabelę, robi się jeszcze zimniej. Piast, który przyzwyczaił nas do bycia solidnym ligowym średniakiem z ambicjami na coś więcej (pamiętacie jeszcze ten niedawny brąz?), teraz musi oglądać się za plecy.
Zamiast walczyć o puchary, Gliwice żyją w lekkim zawieszeniu. Zmiana na ławce trenerskiej — przyjście Daniela Myśliwca w październiku miało być tym «nowym otwarciem», ale umówmy się, maszyna nie ruszyła od razu z kopyta. Ekstraklasa to specyficzna liga. Tutaj możesz wygrać z liderem, żeby tydzień później dostać lanie od beniaminka. I Piast idealnie wpisuje się w ten schemat.
Rankingi ligowe są bezlitosne. 14. miejsce na półmetku (z małym hakiem) to nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej. Ale czy jest aż tak źle? A może statystyki ukrywają potencjał, który wybuchnie na wiosnę? Sprawdźmy, co mówią liczby, bo one rzadko kłamią — choć czasem lubią niedopowiedzieć.
Liczby, które bolą (i te, które dają nadzieję)
Jeśli spojrzysz na rankingi Piast Gliwice tylko przez pryzmat punktów, można wpaść w lekką depresję. Ale piłka nożna to gra błędów i detali. Problemem Piastunek w tym sezonie nie jest jakaś tragiczna dziura w obronie — 19 straconych bramek w 17 meczach to wynik, którego nie powstydziłaby się górna połówka tabeli. Problemem jest to, co dzieje się (a raczej nie dzieje) z przodu.
19 strzelonych goli. Tyle samo straconych, tyle samo strzelonych. Idealna asymetria przeciętności. Wiesz, co to oznacza? Że oglądanie meczów Piasta w tej rundzie często przypominało partię szachów, gdzie nikt nie chce stracić piona. Brakuje pazura. Brakuje kogoś, kto weźmie piłkę, kiwnie dwóch rywali i huknie w okno, nie pytając o pozwolenie.
| Drużyna | Mecze | Punkty | Bramki | Bilans |
| 11. Motor Lublin | 18 | 21 | 23:28 | -5 |
| 12. Arka Gdynia | 18 | 21 | 15:32 | -17 |
| 13. Lechia Gdańsk | 18 | 20 | 37:37 | 0 |
| 14. Piast Gliwice | 17 | 20 | 19:19 | 0 |
| 15. Widzew Łódź | 18 | 20 | 26:28 | -2 |
Widzisz to? Ścisk jest niesamowity. Jeden wygrany mecz i Piast ląduje w okolicach 10. miejsca. Jeden przegrany — i strefa spadkowa zaczyna parzyć w stopy. To klasyczna «Ekstraklasowa młócka», gdzie każdy punkt wyszarpany w doliczonym czasie gry waży podwójnie.
Zauważ też ciekawostkę — Lechia ma tyle samo punktów, ale bilans bramkowy 37:37. Tam się dzieje cyrk, u nas — solidna, ale momentami nudna defensywa. Co wolisz? Emocje i zawały serca czy spokój i 0:0?

Kto ciągnie ten wózek? Wartość rynkowa a boisko
No dobra, zejdźmy na ziemię. Rankingi Piast Gliwice to nie tylko tabela. To też potencjał ludzki. Często słyszy się na trybunach: «Z czym do ludzi? Nie ma kim grać!». Ale czy na pewno? Patrząc na wyceny rynkowe (choćby te z Transfermarkt), Piast wcale nie wygląda na kandydata do spadku.
Mamy w kadrze ludzi, którzy w tej lidze coś znaczą. Frantisek Plach to wciąż marka sama w sobie, mimo że latka lecą. Gość wybronił nam w tym sezonie kilka punktów, które normalnie byłyby już dawno stracone.
Ale spójrzmy na młodzież i te «aktywa», o których tak lubią gadać prezesi:
- Igor Drapiński — chłopak ma 21 lat i już jest wyceniany na milion euro. To jest kapitał. Lewonożny stoper to w dzisiejszym futbolu towar deficytowy.
- Patryk Dziczek — serce i płuca tej drużyny. Może czasem za ostro wejdzie, może złapie głupią kartkę, ale bez niego środek pola nie istnieje.
- Ema Twumasi — solidne wzmocnienie na boku, pokazuje, że da się znaleźć jakość bez wydawania fortuny.
Problem w tym, że pieniądze nie grają. Gdyby grały, Chelsea co roku wygrywałaby Ligę Mistrzów, a my walczylibyśmy o majstra. W Gliwicach mamy solidną kadrę na papierze, która na boisku jakoś nie może «zatrybić» jako kolektyw w ofensywie.
Oto subiektywny ranking formy w rundzie jesiennej:
- Liderzy: Frantisek Plach (niezniszczalny), Patryk Dziczek (charakter).
- Rozczarowania: Ofensywa jako całość. Brak typowego «killera» w polu karnym, który gwarantuje 10-15 goli w sezonie.
- Nadzieje: Igor Drapiński — widać, że chłopak łapie pewność siebie.
Zimowe Okienko: Polowanie na «Dziewiątkę» czy łatanie dziur?
Styczeń w polskiej piłce to dziwny czas. Zawodnicy biegają po tureckich boiskach w sparingach (tak, Belek pewnie znowu oblegane), a dyrektorzy sportowi grzeją telefony do czerwoności. W Gliwicach sytuacja jest jasna jak słońce, choć realizacja może być drogą przez mękę. Wszyscy widzą, że Piast potrzebuje napastnika. Nie «napastnika, który biega i walczy», ale gościa, który ma ten instynkt killera.
Rzecz w tym, że w Ekstraklasie znalezienie bramkostrzelnego napastnika w zimie, mając budżet Piasta, to jak szukanie trufli w Bieszczadach. Możliwe, ale cholernie trudne.
Wiesz co jest najgorsze w obecnych rankingach ofensywnych? Że Piast tworzy sytuacje. To nie jest tak, że pomocnicy stoją i drapią się po głowach. Kądzior (jeśli zdrowie dopisuje) czy Felix potrafią dograć piłkę na nos. Problemem jest wykończenie. Jeśli zarząd nie ściągnie kogoś, kto gwarantuje te 5-6 goli na wiosnę, możemy mieć problem. I tu pojawia się pytanie o strategię — czy ryzykujemy budżet na «gwiazdę», czy szukamy młodego wilka z niższych lig, licząc, że odpali jak pistolet?
Syndrom «Solidnego Średniaka» — Pułapka czy Stabilizacja?
Poruszmy temat, który boli wielu kibiców przy Okrzei. Czy Piast staje się nowym «dżemikiem» ligi? Takim zespołem, który jest za mocny, by spaść, ale za słaby, by bić się o medale? W rankingach historycznych ostatnich lat Gliwice były synonimem sukcesu ponad stan. Mistrzostwo, podium, regularna górna ósemka.
Teraz? Mam wrażenie, że wpadliśmy w strefę komfortu, która powoli zamienia się w strefę stagnacji. 14. miejsce to sygnał alarmowy, czerwona lampka, która miga wściekle na desce rozdzielczej. W tej lidze «bezpieczny środek» to iluzja. Wystarczą trzy porażki z rzędu na wiosnę — co w naszej Ekstraklasie zdarza się najlepszym — i nagle atmosfera robi się gęsta jak mgła nad Śląskiem.
Trener Myśliwiec ma trudne zadanie. Musi zmienić mentalność. Z zespołu, który «czeka na kontrę», Piast ma stać się drużyną, która «dyktuje warunki». Ale to wymaga czasu i… no właśnie, pewności siebie, którą budują tylko zwycięstwa. To błędne koło, z którego trzeba się wyrwać już w pierwszej kolejce po wznowieniu rozgrywek.
Taktyczna Układanka: Czy intensywność zabije, czy wzmocni?
Daniel Myśliwiec to trener z wizją. Jego filozofia opiera się na intensywności, wysokim pressingu i grze do przodu. Brzmi super, prawda? Ale spójrzmy prawdzie w oczy — kadra Piasta była budowana przez lata pod inny styl. Pod styl Vukovicia czy wcześniej Fornalika, gdzie pragmatyzm stał wyżej niż finezja.
To zderzenie stylów widać było jesienią. Momentami wyglądało to tak, jakby silnik chciał jechać 200 km/h, ale podwozie było od traktora. Zimą sztab miał czas, żeby popracować nad motoryką. Jeśli zawodnicy wytrzymają narzucone tempo, wiosną Piast może być jedną z najnieprzyjemniejszych drużyn do grania przeciwko. Będą gryźć trawę, doskakiwać do rywala na 30. metrze i zmuszać do błędów.
Ale jest haczyk. Jeśli «pary» braknie w 70. minucie, rywale będą nas punktować bezlitośnie. Ekstraklasa nie wybacza braku kondycji w końcówkach spotkań.
Czego oczekiwać po trybunach?
Na koniec słowo o atmosferze. Gliwice to specyficzny teren. Kibice są wymagający, pamiętają smak złota i Europy. Frekwencja w rankingach ligowych nie powala na kolana, ale ci, którzy przychodzą, znają się na piłce. Nie wciśniesz im kitu w wywiadach pomeczowych.
Jeśli piłkarze pokażą zaangażowanie — wynik zejdzie na drugi plan. Ale jeśli zobaczymy człapanie i bezradne rozkładanie rąk po stracie gola, gwizdy mogą być głośniejsze niż doping. Wiosna 2026 to test charakteru. Nie tylko dla piłkarzy, ale dla całej organizacji.
Czy Piast utrzyma się w elicie? Na 90% tak. Czy zobaczymy fajerwerki? Tu bym nie obstawiał dużych pieniędzy. Ale hej, to jest Ekstraklasa. Tu logiczne analizy często lądują w koszu po pierwszym gwizdku. I chyba za to (mimo wszystko) ją kochamy.

FAQ
Kto jest obecnie trenerem Piasta Gliwice?
Od października 2025 roku drużynę prowadzi Daniel Myśliwiec, który zastąpił tymczasowego trenera po odejściu Vukovicia.
Jakie są szanse Piasta na europejskie puchary w 2026?
Bądźmy realistami — w lidze szanse są bliskie zeru. Jedyna (teoretyczna) furtka to Puchar Polski, o ile wciąż jesteśmy w grze. W lidze strata do czołówki jest już zbyt duża.
Kto jest najlepszym strzelcem Piasta w tym sezonie?
Tu jest problem — bramki rozkładają się na cały zespół. Brakuje jednego wyraźnego lidera, co jest największą bolączką ofensywy w sezonie 25/26.
Czy Piast Gliwice jest zagrożony spadkiem?
Matematycznie i tabelarycznie — tak, są blisko strefy zagrożenia. Jednak potencjał kadrowy i doświadczenie sugerują, że spokojnie utrzymają się w lidze.
Gdzie Piast rozgrywa swoje mecze domowe?
Na Stadionie Miejskim w Gliwicach przy ulicy Okrzei. Twierdza, która w tym sezonie wymaga małego remontu mentalnego.
Jaka jest największa zaleta Piasta w obecnych rankingach?
Defensywa. Mimo niskiej pozycji, liczba straconych bramek stawia ich w szeregu z drużynami z górnej połowy tabeli.
Kiedy następny mecz Piasta?
Ekstraklasa wraca tradycyjnie na przełomie stycznia i lutego. Dokładny terminarz warto śledzić na bieżąco, bo zima w Polsce lubi płatać figle organizatorom.
Perspektywy na Wiosnę — Walka o Życie czy Spokój?
To jest pytanie za milion. Co nas czeka w 2026? Trener Myśliwiec miał teraz zimę, żeby poukładać klocki po swojemu. Nie jest tajemnicą, że przyszedł w trudnym momencie, «na strażaka», ale z ambicjami na budowę czegoś trwalszego. Jego styl — oparty na intensywności — wymaga żelaznej kondycji. Jeśli przepracowali ten okres przygotowawczy solidnie, wiosną możemy zobaczyć innego Piasta.
Kluczowe czynniki na najbliższe miesiące:
- Skuteczność: Musimy zacząć strzelać. Nawet brzydkie gole, z kolana, z ucha, byle wpadało.
- Domowa twierdza: Stadion przy Okrzei musi przestać być miejscem, gdzie goście czują się jak u siebie na pikniku.
- Zdrowie: Kadra nie jest z gumy. Każda kontuzja kluczowego gracza (odpukać!) to wyrwa w murze.
Szczerze? Myślę, że spadek nam nie grozi. W tej lidze są słabsze zespoły, bardziej zdezorganizowane. Ale czy 14. miejsce to szczyt marzeń? No chyba nie. Celujemy w pierwszą dziesiątkę. To jest plan minimum, żeby nie spalić się ze wstydu przed sąsiadami z Zabrza (którzy, cholera, są wiceliderem — co boli podwójnie).